nie mam już siły. od pół roku nie zrobiłam NIC. tylko zatruwam wszechświat swoją egzystencją. a czwarta operacja przede mną.

po niej znowu będę ciężarem dla wszystkich i kaleką po raz kolejny uczącą się chodzić.

cudowne życie. weszłam w dorosłość na pełnej kurwie! w blasku fleszy i w szumie oklasków.

chyba sobie powyrywam te ułomne fragmenty ciała.

do widzenia, miło było.

zaburzenia

Brak komentarzy

nie tak miało być, nie tak to zaplanowałam.
miałam być wolna, w końcu naprawdę spokojna.
miałam się zakopać w cieple, zrozumieniu i cudowności.
miałam już nie mieć takich myśli.
miałam nie szukać kremów na blizny.
miałam nie żałować swoich decyzji.
miałam wytrzymać dłużej niż rok.

I’m tryin’
I’m tryin’ not to forget my words
‚Cause when I’m around you,
I tend to keep changin’ my mind
I promise
I promise myself not to slip
Back into old habit
‚Cause heartbreak is savage
And love is a bitch

zostały mi cztery dni. a potem ponownie będą mnie kroić.

24 lata, dwie operacje kręgosłupa, trzecia w planach. a potem jeszcze zostaje noga do poprawy.

zanim się zestarzeję będę miała sztuczny szkielet. ciekawe.

o ile się zestarzeję, bo serce też już nie to. i jak tu mieć chęć do życia?

niespodzianka – jest to bardzo proste. wystarczą odpowiednie osoby obok. oraz odrobina pokory.

powodzenia, R.

karuzela

1 komentarz

mail: la-strada, brakuje nam Twoich wpisów!
oj, jak mi miło.

operacja za operacją.
noce pełne bólu, łez i bezsenności.
poranki pełne bezradności, strachu i rezygnacji.
nie mogę zacząć swojego życia, bo nie jestem samodzielna. tak fizycznie.
agresywne krzyki i wyzwiska.
głowa przepełniona szumem.
brak słów. nie dlatego, że nie mogę, tylko dlatego, że nie chcę.
to siła, czy czy strajk?

przemoc to nie tylko uderzenia, fizyczna krzywda.

kto z Was jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień.

ojcu śmierdzi i nie lubi sierści. więc chce go zabić.
albo ja się go pozbędę, albo on go odstrzeli. dosłownie.
bo ma pozwolenie na broń i myśli, że wszystko mu wolno.
chyba powoli zaczynam go nienawidzić.
wie co to dla mnie oznacza, a chce go zabić. i mnie przy okazji.

całe życie marzyłam o małym, czworonożnym przyjacielu.
ma go od 10 miesięcy, od kiedy zaczął samodzielnie chodzić.
mój mały piesek.
kocham go najbardziej na świecie.

mam 2 miesiące żeby dorósł, albo go stracę.
2 miesiące, żeby znaleźć mu kochającą rodzinę, gdzie będę  mogła go odwiedzać.

zaraz rozpadnę się na kawałki.
straciłam całą chęć do życia.

czuję się dziwnie. mam wrażenie, że sypie mi się wszystko.
operacja nie wyszła, trzeba poprawiać.
i tym razem mogą być komplikacje.
rodzina się ode mnie odwraca, nie mogę prosić o pomoc.
po co im była córka, jeśli teraz mają wszystko w dupie?
nie zwracają na mnie uwagi, nie rozmawiają, nie słuchają.
według nich sama jestem sobie winna.
a ja chciałam dobrze.

nie mam już siły. nie wyrabiam.
nie umiem sobie poradzić.
mam przerażające przeczucia. i sny.
staję się agresywna. chcę pić.
chcę wyjechać i zapomnieć.
odpocząć chociaż przez dwa dni.
potrzebuję lata, gwiazd, słońca, ciepłej ziemi.
ogniska, oddechu, natury, ciszy.

przed ucieczką powstrzymuje mnie tylko mój mały zwierz.
bo wszystko może mu się stać beze mnie.
bo zwierze nie czuje przecież, więc można go bić.

trafiłam od jednego psychopaty do drugiego.
nie wiem który jest gorszy.
tamtego sama sobie wybrałam, na tego jestem skazana.

oszaleję, obiecuję.

nigdy nie byłam tak bliska poddania się.

podobno człowiek jest najsilniejszy, kiedy jest kochany.
ja uważam, że człowiek jest silny kiedy jest sam.
bo musi sobie poradzić, bez pomocy.

wszystko załatwione, podpisane, zamknięte. dopełnione ostatnie formalności, pakowanie czas zacząć.

kto by pomyślał, że będę chciała z własnej woli opuścić ten mój wymarzony Kraków? no właśnie…

opuszczam go, porzucam, już za cztery dni. będę z powrotem w domu, na wsi. z rodziną.

dusił mnie, wysysał, przyprawiał o bóle głowy i serca, szczególnie po miesiącu w domu. męczył, zatruwał, palił w oczy.

myślę o tym od sierpnia, od kiedy zostawiłam swój wymarzony dom, żeby zacząć życie z nim. o jak bardzo się cieszę, że nie wyszło! tak samo bardzo jak żałuję, że Zwierz się skończył.

i jestem zdezorientowana, zagubiona i zaszczuta myślami o powrocie i nowym/starym życiu. a tak bardzo nie mogę się doczekać.

zastanawiam się czy wpasuje się w to życie jak z ubiegłej dekady.

w ograniczenia i przeciwności. w proste życie z dnia na dzień.

dorosłość mi nie wychodzi. może znowu chcę poczuć się jak dziecko, nieodpowiedzialna, nieobecna. gdzie zawsze mogę na kogoś liczyć.

może chcę już spełnić to moje ukrywane marzenie, wyśnione dobre kilka lat temu?

może chcialabym już w końcu wiedzieć, a nie rzucać się jak dziki zwierz w klatce, czekając aż ktoś mi powie albo zbeszta? każe żyć tak jak sobie wymyślił, że według niego powinnam być inna, bo inną sobie wyobrażał.

a może szczęśliwsza jestem inna? nie taka jak do tej pory?

zobaczymy, raz się żyje. podejmowanie decyzjei nigdy nie było moją mocną stroną. ani optymizm.

powodzenia, R.

miałam nadzieję, że to nie będzie trudne. że nie aż tak.

że podczas podejmowania decyzji będę w kulminacyjnym punkcie smutku, żalu i boleści.

że nie będzie mi tego brakować, aż tak cholerie.

chciałam zabić w sobie żal zanim się obudził. już mi się to prawie udało.

miałam nadzieję na klina.

liczyłam na to, że nie zauważę straty.

że otrzymam wsparcie.

a muszę się prześliznąć najpierw w dół, pogodzić z tym, a dopiero potem budować związek. bez porównań.

szczerze i od podstaw.

chcę tego.

była sobie pewna dziewczyna, która marzyła o wielkim życiu w wielkim mieście.

no i stało się, że po kilku latach planów i marzeń owa dziewczyna – razem ze swoimi przyjaciółkami – przeprowadziła się do Krakowa, gdzie zaczęła życie iście z hollywoodzkich salonów najbogatszych gwiazd, zapominając przy okazji okazji, że nie jest ani bogata ani sławna.

znalazła tam swojego księcia. co prawda miał problem z alkoholem, narkotykami i seksem, ale zaślepiona miłością i życiem w blasku jupiterów dziewczyna nie zwracała na to kompletnie uwagi, a rzec nawet można, że podobał jej się ten „buntownik”.

i tak sielanka trwała, a dziewczyna zapominając kim jest zatracała się w swoim księciu, uzależniając się razem z nim od alkoholu, narkotyków i seksu. i od niego samego, co jest ważne w tej historii.

po prawie trzech latach i z pierścionkiem na palcu dziewczyna wróciła na wakacje do domu rodzinnego, na spokojną polską wieś. i po kilku tygodniach spędzonych tam w błogiej sielance zaczęła przypominać sobie o sobie. że przecież ona ma swój mózg i swoje Ja, przypomniała sobie, co lubi, co chce robić, kim być, a najważniejsze – kim nie być.

wróciła dziewczyna do Krakowa, a tam zastała nawalonego księcia, z koksem pod nosem, który prosił i błagał obce dziewczyny o przyjacielski seks. i wtedy dziewczyna nie wytrzymała i wywalła księcia ze swojego życia, (a pierścionek wrzuci dziś do Wisły).

uświadomiła sobie też dziewczyna, że przecież na wsi, u niej w domu, zaraz obok, od 8 lat czeka i wypatruje jej chłopak. kumpel, przyjaciel od pogowędek. zakochała się. a raczej pozwoliła dożyć uczuciu i pragnęła być szczęśliwa.

niestety los nie był przychylny, bo eksksiążę dowiedział się o szczęściu dziewczyny i postanowił zniszczyć ją i jej życie, grożąc śmiercią i wszystkim co najgorsze.

i teraz dziewczyna zmaga się z manią prześladowczą i strachem przed mrokiem, bo eks oszalał.

chyba musi (chce?) uciec z Krakowa.

segregacja

Brak komentarzy

zaczynam nowe życie.
odłożyłam pierścionek, znalazłam mieszkanie.
zostawiłam tego (kiedyś) wybranego. miał być na całe życie.
a już po niespełna trzech latach prawie zmarnował sobie i mnie życie.

teraz zacznę od nowa, bogata w nowe doświadczenia.
nienawidzę tego określenia.
ale chyba tak to właśnie będzie wyglądało.

sprzątam nasze wymarzone mieszkanie.
mieszkanie, gdzie ani przez minutę nie poczułam się jak w domu.
rozdzielam i segreguję nasze niedoszłe życie.
na dwie sterty – moją i jego.
mam pierwszy kryzys od czasu rozstania. może niepotrzebnie go dzisiaj w nocy przytuliłam.
może niepotrzebnie śpię z nim w jednym łóżku. i będę jeszcze dwa tygodnie.
muszę pamiętać, czym się stał, jak się zachowuje. że ani przez chwilę nie walczył.
zapomniałam, że na pierwszym miejscu muszę być ja.
żeby żyć i być szczęśliwą.

mam tyle myśli, że nie wiem od której zacząć.

chcę się spotkać z ‚tamtym’. o którym myślę od pięciu lat.
zawsze mnie uspokaja jego obecność.


  • RSS